Relacja z turnieju Warheim: Księstwa Graniczne

 

Tym razem nie planuję czekać, aż pył po turnieju opadnie, dlatego ruszamy z relacją już tydzień po wydarzeniu!

Na „Księstwa Graniczne” zacząłem przygotowywać się odpowiednio wcześniej. Zamówiłem wraz z Grishem boksa pistoliersów imperialnych, żeby miec fajnego Laufra i to z adekwatnym ekwipunkiem, mocno ruszyłem też z malowaniem Złotej Kompanii…
po czym nic nie wypaliło 😛 Przysypało mnie zamówieniami na malowanie modeli jak i na ostatniej prostej do turnieju, Szczery do Bólu poprosił mnie o zmalowanie mu bandy chaośników Tzeentcha, bo chciałby nimi zagrać. Tak się więc złożyło, że Złota Kompania pojedzie walczyć innym razem (właśnie zacząłem ją wielce intensywnie sklejać do końca, żeby już niczego nie brakłowało!) zaś Laufer pojechał w postaci modelu mojego dotychczasowego Rycerza Najemnego na Demigryfie, co się okazało być całkiem niezłym wyborem! Do tego jednak przejdę później 🙂

Sam turniej miał miejsce jak zwykle do tej pory – w Innym Wymiarze w Katowicach, gdzie po przybyciu wraz z Adrenalboosterem (którego to podejmowałem z lotniska dzień wcześniej, na gorąco z Oslo, żeby tylko zdążył poprowadzić swoich Bretończyków do boju), zastaliśmy już przygotowane i to zdecydowanie obficiej niż zwykle – stoły.

20190330_095214

Tym razem QC zmniejszył pole rozgrywki do 3×4 stopy, gdzie 3 stopy to szerokość pola walki. Nie odczułem wielkich wad tego pomysłu, choć spotkałem się z głosami, że taki stół obcina możliwości szybkich band. Moja jest szybka i nie licząc ostatniego meczu, nie miałem z tym żadnych problemów. Wadą tego było jedynie to, że nie było gdzie odkładać swojego szpeju, czy choćby kart bandy lub scenariusza.

Czas przed walką minął bardzo spokojnie i w przesympatycznym towarzystwie, by następnie zostały rozlosowane pary i stoły (co wynikało bezpośrednio z faktu, że duża część uczestników nie dosłała prestiżu swoich drużyn, więc nie było parowania zawczasu). Losowanie sprawiło, że miałem okazję ponownie spotkać się przy jednym stole z Domanem i jego Leśnymi Elfami. Jak pisałem już swego czasu tak i chętnie to powtórzę – śliczna banda długouchych snajperów, w towarzystwie trzech twardych Driad. Do tego oczywiście konny Laufer, w tym wypadku bardzo fajnie klimatem dopasowany do drużyny w postaci elfa wierzchem.
Z racji nieprzygotowania, ponownie ruszyłem z Ogrami (o których możecie poczytać tutaj)  na turniej. Mimo ostatnich pomysłów by nie brać Ironguta, a zamiast niego zabrać dwa Szablozębne, wyszedłem z założenia, że band ogrów mimo wszystko jest niewiele, więc będzie nikła szansa trafić na nie tym razem ponownie. Dodatkowy skarb w Sekwencji po potyczce, może mi jednak wyjść na dobre.

Pierwsza Potyczka

Celem tego scenariusza, było na koniec ósmej rundy, mieć jak najwięcej modeli w odległości do 6″ od kurhanu, który został przejęty przez broniących się w nim zaciekle zielonoskórych i wyrzucających z niego różne przedmioty. Zacząłem zdecydowanie zbyt zachowawczo, rozpraszając moją drużynę bardzo szeroko, jednocześnie chowając nimi gdzie tylko się dało, w obawie przed wyjątkowo nieprzyjemnie kąsającymi strzałami leśnych elfów. To sprawiło, że Herszt stracił chyba dwie rundy próbując wdrapać się na budynek, zaś przemykający bokiem Irongut wyłapał faktycznie kilka strzał. Na szczęście  warstwa mięśni szczęśliwie okazała się być twardsza niż groty. Wybór wspomnianego Ironguta zamiast kotów opłacił się już w pierwszej grze, ponieważ dzielny ogr podniósł wyrzucony przez zielonoskórych z kurhanu znacznik kosztowności.
Mniej szczęścia miał Firebelly, który wyłapał kilka pocisków bardzo boleśnie, przez co pozostał na ostatnim punkcie żywotności. Nie chcąc go stracić pośrodku kładki, zaszarżowałem nim w Domanowego Minstrela ku mojemu zaskoczeniu (serio Elmin?) wdeptując go Byczą Szarżą w makietę.

Sporo szczęścia (czy też raczej pecha Domana) sprawiło, że Firebelly nie został najeżony strzałami, zaś zielonoskórzy w kurhanie bardzo skutecznie położyli znacznik na jego modelach i z siłą 4 ranili sporo z nich, dodatkowo zabijając Waywatchera.
Ostatnia runda okazała się być decydującą, gdzie każdy próbował uszczknąć z przeciwnika tyle punktów żywotności ile się tylko dało, by przewaga była po jednej stronie. Udało się jednym punktem wygrać nad Domanem, jednocześnie zgarniając dodatkowy znacznik kosztowności!

Druga Potyczka

Z racji mocnej wygranej, drugi mecz przyszło mi rozegrać na pierwszym stole, w fatalnym miejscu sali, ale przynajmniej było gdzie zostawić swoje materiały 😉
Drugi mecz rozgrywałem z Szarkiem i jego Łowcami Czarownic. Z racji tego, że Szarku też ładnie wygrał, po prezentacji swoich modeli, poczułem że może być ze mną marnie. Jasne, wykupiłem od razu po pierwszej grze oba Szablozębne ale nie zmieniało to faktu, że Szarku poza Inkwizytorem i Prezbiterem Sigmara (co w zasadzie ograniczało jakiekolwiek moje rzucanie czarów) miał na wyposażeniu piątkę psów bojowych, kilku stronników, pozostałych bohaterów i przeklętego Tileańskiego Kusznika, co do którego mam traumę gdzieś od okolic 2005 roku, gdy Ci występowali dość powszechnie w Mordheimie. Scenariusz stawiał mnie przed zadaniem dotarcia na środek stołu, do budynku będącego więzieniem, w którym drużyna Szarka przetrzymywała Zielonoskórego (którego w tej roli ślicznie odegrała moja goblinka!). Następnie miałem goblinkę wydobyć z więzienia i odciągnąć od niego na 12″ w prostej linii.
Zasadą, która przechyliła szalę zwycięstwa na moją korzyść, było wystawianie modeli przez broniącego goblinki Szarka na 3+. Czyli na wyniku kostki sześciościennej 1 lub 2, model bohatera (lub grupa stronników) nie wychodził do walki od samego początku. Mój przeciwnik miał na tyle sporego pecha, że wystawił tylko 4 modele w tym Laufra. Reszta została poza stołem przynajmniej do drugiej rundy, gdzie też wychodzili na 3+, ale od samiusieńkiej krawędzi stołu, czyli mieli do przebiegnięcia całkiem niezły kawał terenu. Mogę więc śmiało powiedzieć, że pech Szarka dał mi bardzo mocną przewagę na starcie, tym bardziej, że moje modele poruszają się biegnąc 12″ zaś Szablozębne – 16″. Rozdzieliłem bandę na dwie grupy: Laufer wraz z Szablozębnymi na jednej flance, zaś ogry i gnoblary środkiem.

Walka paradoksalnie była dość mozolna, nie udawało mi się szybko i łatwo eliminować modeli przeciwnika. Herszt z Laufrem stali ze sobą w zwarciu od drugiej rundy do samego końca gry, bez szczególnego rozstrzygnięcia (ba! Mój Herszt z 4 PŻ spadł na 1 PŻ i utrzymywał się przy życiu chyba tylko siłą woli). Nie zmieniało to faktu, że bez żadnych przeszkód, nie niepokojony przez nikogo Irongut zabrał z więzienia goblinkę i ruszyli na wspólny spacer w stronę zachodzącego słońca krawędzi stołu. I oczywiście, na stole pojawił się zarówno Inkwizytor jak i Prezbiter, wataha psów która nawet zdążyła zaszarżować kilka moich modeli. Kusznik pojawił się na sam koniec, nie mając szans zdziałać cokolwiek. Dodatkowo dwaj Flagelanci dumnie zaszarżowali, wywijając gniewnie kadzielnicami ognia nad głowami, na związanego w walce z Laufrem Herszta… po czym dostali po strzale z włóczni na uspokojenie i sobie poleżeli do końca gry.
Kolejna mocna wygrana na moim koncie, ale naprawdę scenariusz mógł wyglądać skrajnie inaczej, gdyby Szarku wystawił choćby połowę modeli na sam początek, a nie tylko marne ochłapy swojej bandy.

Trzecia Potyczka

Tej bitwy obawiałem się mocno, ponieważ za dodatkowe złoto, do wydania na przedmioty specjalne, większość z graczy wybrała Jad z zielonego skorpiona, który bądźmy szczerzy, potrafi być zdecydowanie bardziej morderczy niż sama umiejętność Zabójczy Cios. Miałem też okazję się przekonać o działaniu tego specyfiku, ale to za chwilkę.
Sigporn (lub Sigborn a w zasadzie czyta się Sigforn z tego co rozmawialiśmy, lecz nie mam takiej słowiańsko-wikińskiej literki na klawiaturze, jak w ksywce mojego oponenta, więc zgodnie z żartami, które padły przy stole, pozwolę sobie pozostać przy Sigpornie :D) dowodził Elfami Wysokiego Rodu, uszczuplonymi po poprzedniej walce o Swordmastera, który postanowił odpocząć, zapewne w towarzystwie nadobnych elfek i różowego wina. Nawet gościa rozumiem. Na środku pola walki, leżał przewrócony powóz, pełen fajerwerków, które wystrzeliwały w powietrze co rundę, bombardując pole walki i mogąc zrobić sporo krzywdy naszym modelom. Nas jednakże interesowały nie tylko łupy wewnątrz powozu, co przede wszystkim Szlachcic, którego należało wydobyć i odnieść na bezpieczną odległość (12″) od miejsca owego niefortunnego wypadku drogowego.
Głównym moim problemem była nie tylko (słuszna!) obawa przed zatrutymi strzałami, co przed strzałami ogółem, bo jak to z Elfami bywa, u Sigporna strzelała masa modeli, nie licząc może maga i White Liona. Mag tak czy inaczej stwarzał ogromne problemy, będąc nauczonym tylu zaklęć, że Firebelly nawet nie miał najmniejszych szans próbować ich rozpraszać.
Nie chcąc tracić czasu, puściłem przodem moje gnoblary, odpowiednio nauczone już umiejętności Sprint oraz Ukrycie dzięki czemu nie tylko popieprzały po stole na 12″ to jeszcze będąc przy przeszkodach, niczym małe zgniłozielone nindże były praktycznie nie do wykrycia. Do tego poszedł z nimi Herszt, bo nauczył się umiejętności Mocna Głowa pozwalając mi na ochronę na 4+ przed skutkami dowolnych trucizn (w tym tej z zielonego skorpiona).

Z jednej strony szybki sukces, bo dwa gnoblary i szef wyciągnęły z wozu nie tylko dwa znaczniki kosztowności to jeszcze owego szlachcica! Już miałem skutecznie zaplanować odwrót i zawinąć dupę z niebezpiecznego pola walki, gdy elficki książe znalazł wejście na ruinkę i posłał strzałę prosto w łeb mojego Herszta. Mocna Głowa nie zadziałała i moja główna siła uderzeniowa praktycznie zgubiła kapcie w locie. Tyle w temacie posiadania 4 punktów wytrzymałości i 4 punktów żywotności. Nie chcąc tak łatwo oddać walki, postanowiłem szturmem wyrżnąć długouchych, aż nauczą się szacunku do większych od siebie. Sigporn jednakże miał fantastyczne rzuty i jego czar dający w olbrzymim obszarze wokół maga 5+ ward save’a wychodził nad wyraz często, to na domiar złego udało mu się wyciąć w pień jednego z moich Szablozębnych. Sytuacja bardzo szybko wręcz pogarszała się na moją niekorzyść.

Mimo wszystko los chciał jeszcze nieco mocniej dokręcić mi śrubkę, akurat wypadło na początku mojej tury Zdarzenie Losowe! Khorne osobiście postanowił wyzwać na pojedynek na rękę mojego Firebelliego. Ogr z 4 punktami siły, nie zdał testu owej siły i model natychmiast został Wyłączony z Akcji. Tego było już zbyt wiele, kulturalnie poddałem walkę, by zatrzymać tę masakrę i pogratulowałem Sigpornowi zwycięstwa. Szczęśliwie wszyscy, którzy zostali u mnie wyłączeni z akcji, przeżyli – można by było pokusić się o stwierdzenie „gorzej nie będzie!” jednakże banda elfów porwała mojego Herszta i musiałem go wykupić… za cały łup jaki zdobyłem w tym meczu. Przynajmniej tyle, że Sigporn postanowił nie ograbiać mojego herszta z ekwipunku. Chwała mu za to! Nie mniej – jak widać, przegrałem naprawdę potężnie!

Finałowa Potyczka

Finałowy mecz przyszło mi rozegrać z Grishem! Fantastyczny zbieg okoliczności, tym bardziej, że wyjątkowo miło wspominałem (wówczas przegrany) mecz z mojego pierwszego turnieju, gdy grał Zwierzoludźmi. Tym razem spotkałem się z doskonale skonwertowanymi i odmalowanymi Zbrojnymi z Averlandu. Z takimi bandami walka to sama frajda oglądania starć świetnych modeli na znakomitych makietach.
Tym razem stół był mocno na moją niekorzyść. Miejsce do prowadzenia starcia było lekko krętym traktem, na którym nasze drużyny spotkały się, by po prostu wyżynać się do ostatniego pozostałego przy życiu twardziela.
Moje obawy wzbudzali nie tylko łucznicy ale i kusznicy Grisha, a do tego zdecydowana przewaga liczebna, do tego na praktycznie otwartym terenie. Bursztynowy Mag dodatkowo przyzwał przed meczem aż trzy magiczne wilki, jakby dotychczasowa przewaga liczebna nad moją drużyną to było mało.

Nie będę ukrywał, że była to najdłuższa moja potyczka w Warheim jaką kiedykolwiek rozegrałem. Wyliczyliśmy „na oko” wraz z Grishem, że tłukliśmy się zacięcie przez 15-16 rund bez wytchnienia. Z moich sił padł martwy tylko jeden Szablozębny, wypuszczony przeze mnie jako przynęta, by przeciwnik miał lepsze rzeczy do roboty, niż strzelanie do mnie jak do naprawdę wyrośniętych kaczek. Jeśli ktoś uważa, że bandy ludzkie nie są wytrzymałe, to nie stał wtedy wśród wianuszka obserwatorów wokół naszego stołu (chyba kończyliśmy jako ostatni) i nie widział z jakim uporem Averlandczycy ustawali okładanie ogrzymi pałkami i karwaszami bojowymi. Nie zmienia to jednak wyniku, gdzie dosłownie wyciąłem wszystkie modele Grisha do ostatniego, jednakże pojedynek ten będę wspominał z dużą przyjemnością 🙂

Efekt trzech mocnych wygranych i jednej przegranej, dał mi z jednej strony fatalne (bo tuż za podium) czwarte miejsce, z drugiej zaś strony – to mój absolutny rekord wśród wszystkich turniejów Warheima, za które oczywiście dziękuję QCowi, bo gdyby nie on, to nie tylko by ich nie było, to jeszcze nie zwiózłbym do domu całego naręcza nagród, za które również dziękuję głosom internautów na fejsie! Miło było mi dzielić wygraną z Bahiorem i jego fantastycznym konikiem morskim zbudowanym od zera dla goblińskich piratów!

20190331_172002

Gratuluję też wszystkim z podium, czyli Sigpornowi, Pepe i Benkowi 🙂
Nie zamierzam przestać deptać Wam po piętach!

Do zobaczenia jesienią!

PS.: Musiałem być padnięty wybitnie po meczu z Grishem, bo w Innym Wymiarze zostawiłem całą swoją walizkę z figurkami! Jak dobrze, że Robert ogarnął temat 😛

Reklamy

3 myśli na temat “Relacja z turnieju Warheim: Księstwa Graniczne

Dodaj własny

    1. Cała frajda (i z turnieju i relacji) po mojej stronie, tak więc żaden problem!
      Co do Złotej Kompanii – dokładnie taki mam zamiar. Strasznie się wkurzyłem, jak się okazało, że mając prawie 30 modeli, ciągle mam poważne braki, by się wystawić. Blumstein się śmieje, że zaraz będziemy mogli grać w 9th Age’a 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: