Relacja z turnieju Warheim: Dwie Wieże

Dwudziestego ósmego września, 2019 roku miał miejsce kolejny turniej Warheim FS, już ósmy, a jednocześnie szósty, na którym byłem! Całkiem niezły wynik, bo udało mi się od kiedy zacząłem się bawić w ten system, nie przepuścić żadnej okazji do wspólnego turniejowania.

Tym razem, turniej odbył się w sosnowieckiej szkole, co przywołało mi do głowy wszystkie wspomnienia z Bazyliszka 2005 czy Flamberga 2006. Mimo negatywnego początkowego odbioru owego miejsca (no i wiadomo, jadąc na turniej na rejestracji SK, jeszcze miałem trzepanie na granicy! 😉 ), okazało się, że mieliśmy cały jeden korytarz dla siebie, w bardzo szerokim i przestronnym miejscu, oraz co ważne – przy całym rzędzie okien, więc oświetlenie stołów i łatwość rozgrywki była na bardzo dobrym poziomie (zdecydowanie lepiej niż wieczorna faza gry w Innym Wymiarze).

Złota Kompania 2

Na turniej Dwie Wieże, wybrałem się po raz pierwszy ze Złotą Kompanią, czyli moją ludzką kompanią najemną, wedle mojego zamysłu mająca dać mi możliwość zagrania pod sztandarami różnych prowincji. Na początek wybrałem „easy mode” i Piechotę Morską z Marienburga, bo poza podstawowym 500 sztuk złota, dostałem na start dodatkowe 100 do przeznaczenia na ekwipunek. Drużyna na start zawierała bohaterów w postaci Kapitana, Bosmana, Czarownicy i dwóch Matów. Stronnicy zostali zaciągnięci z Żołnierzy Okrętowych, w ilości pięciu, trzech Harpunników z kuszami oraz dwóch zwykłych Marynarzy, za to uzbrojonych w bosaki.

Złota Kompania 3

Pierwsza Potyczka

Na początek miałem okazję powalczyć z Areo, z którym nie walczyłem już ho ho i troszkę, a że nasze walki zawsze wspominam ciepło, ucieszyłem się na tę perspektywę dostawania po łbie. Z racji braku wprawy z grania ludzką bandą, oraz mniej więcej zdawania sobie sprawy z ich słabości, czułem przez skórę, że walka z Wampirami Strigoi będzie dość trudna, bo wszystko co się rusza – wzbudza strach w moich zwykłych wojakach. Na domiar złego, scenariusz brał pod uwagę zamykającą się o 2k3″ strefę o kształcie koła, która z każdą rundą zacieśniała miejsce pola walki. Bez zbędnego ociągania się, trzeba było ruszyć do przodu. Rozdzieliłem moją ekipę na trzy grupki, niefortunnie, ale to się okaże dopiero po chwili. Środkowa grupa składała się tylko z trzech kuszników, którzy biegiem ustawili się na ruinie i jeden nawet wdrapał się na najwyższe dogodne miejsce. Pozostałe dwie grupy, nieco niepewnie wychyliły się zza węgła.

Czego można było się spodziewać, po praktycznie niestrzelającej bandzie – Areo ruszył swoimi siłami mocno do przodu, mając na czele przerażającą, wielgachną Strigoicę. Mimo posiadania jednostek z siłą 4, które mogłyby razić dodatkowo z zasadą Zawsze Pierwsi, nic to nie dało, bo nie poradzili sobie chłopaki ze strachem, narobili w gacie i ogromnych rozmiarów potwór po prostu rozszarpał ich na strzępy. W tym meczu zdecydowanie będę długo wspominał mojego Kapitana, co też zauważył Adrenalbooster – chyba dostanie na podstawkę okołowampirzą dekorację, ponieważ raz bardzo skutecznie postrzelił dowodzącego siłami krwiopijców Wampira, a gdy ten zorientował się, co chwilę mu zajęło, jakim zagrożeniem jest broń palna – Kapitan pokazał swoje jaja z polerowanego złota i zadeklarował iż będzie stał i strzelał w odpowiedzi na szarżę potwora. Efektem tego była zwinięta kula mięśni, futra i skrzydlatych błon, ryjąca zębami przed nogami Kapitana. Piękny widok! Kusznicy też popisali się, rozstrzeliwując Ghasta, zombiaka i Drega. Świszczące bełty okazały się być bezlitosne.

Problemem okazała się przeklęta zaciskająca się strefa magii, która wpierw zabrała Areo jego nekromantę, co sprawiłoby, że pozbawione jakiegokolwiek ogarniętego dowództwa siły wampirów rozpierzchłyby się na wszystkie strony. Nim jednak ten szczęśliwy scenariusz nastąpił, strefa zacieśniła się tak mocno, że na stole nie pozostał nikt przy życiu i wszyscy wpadli w wir magii wprost do drugiego scenariusza. Zasmuciło mnie to, bo zwycięstwo już prawie siły Złotej Kompanii miały w kieszeni, gdy okazało się to wyjątkowo złudne. Podwójna przegrana obu graczy, zawsze boli bardziej, niż gdy komuś uda się po prostu zwyciężyć.

Druga Potyczka

W drugim meczu, który miałem przyjemność rozegrać z Bahiorem, którego raport możecie przeczytać na jego blogu, moje kości postanowiły po prostu pokazać mi, że nie zawsze jest tak, że to co wymyślę sobie jako plan działania, ma w ogóle jakiekolwiek szanse się udać 😀

Mój przeciwnik był kierowany (tak, dobrze ująłem to zdanie :D) przez szalone siły Zielonoskórych Kaprów, czyli goblińskich piratów, uzbrojonych po zęby w broń palną o prochu równie wybuchowym, co ich temperament, ruszył mocno po dwóch flankach. Ja znów rozdzieliłem się na trzy grupy, ponieważ w tym scenariuszu trzeba było dostarczyć znaczniki łupów do wieży, ewidentnie wcześniej zdobytej przez siły goblinów. Zapewne wir magii z pierwszego scenariusza zadokował ich łajbę dość brutalnie w centrum naszego pola walki. Środkowa grupa, znów będąca kusznikami, z których jeden miał fart zostać bohaterem, miała nie tylko mieć szansę ostrzeliwać obie flanki, co jeszcze pilnować wieży od mojej strony stołu. Lewą flanką ruszył Kapitan, Czarownica, jeden z Matów oraz dwóch Żołnierzy i jeden Marynarz. Prawą flanką puściłem Bosmana, jednego Mata, jednego marynarza i trzech mieczników. Siły były więc całkiem nieźle wyrównane.

Dalsze rundy były zaś – ku mojemu rosnącemu przerażeniu, prawdziwym festiwalem nieudanych ataków, strzelania z kusz w powietrze, doprowadzenia mojej czarodziejki tuż przez oblicze Tzeentcha, oraz zabijania przeciwnikowi sił absolutnie nieadekwatnych do tego, co powinienem móc zrobić! Efekty były druzgoczące i nim się zorientowałem, straciłem aż 8 z 15 ludzi, Bosman biegał po stole, krzycząc ze strachu, że gonią go ogniki, prawa flanka była albo rozstrzelana, albo robiła za posiłek dla Wodnych Sqiugów zaś lewa, szkoda gadać. W skrócie, Kapitan zarządził zorganizowany odwrót i przegrupowanie, bo chciałem ocalić skórę pozostałych sił nieco bardziej niż  (poważnie) nadszarpnięty honor Imperialnej Kompanii Najemnej.

Trzecia Potyczka

Kolejna walka czekała mnie z przepięknie pomalowanymi Mrocznymi Elfami Micza. Miałem sporo szczęścia, bo z tego pogromu w drugiej bitwie, większość drużyny wylizała rany, a pozostałych udało się zwerbować z nowego narybku, oczywiście pamiętając o dodatkowym złocie do zapłaty za więcej doświadczenia, które chłopaki nabrały. Wtedy też ponownie pełen, piętnastoosobowy skład był gotów do walki. Obawiałem się u Mrocznych Elfów kilku aspektów, jak choćby trójki harpii, które mają niesamowity zasięg poruszania się i dopadania do przeciwnika. Do tego Egzekutor z Zabójczym Ciosem, czy naprawdę nieźle wyposażona w zapas zaklęć Czarodziejka Micza. Do tego to elfy, więc poruszają się nad wyraz szybko, a do tego jedna z Wiedźm Micza, została kolejną bohaterką. Trzeba było zabrać się za wykonywanie scenariusza, którym było odkrycie znaczników przy dwóch wieżach i znalezienie tej, która ukrywa skarb, następnie zaś dostarczenie tego skarbu do swojej strefy rozstawienia. Niby proste zadanie, ale nasz stół przez środek przecinała rwąca rzeka, mająca jedynie jeden most po środku, zaś przedostawanie się przez bród zajmowało zdecydowanie sporo czasu lub groziło pokaleczeniem danej postaci.

Rozmieściłem kuszników za przesłoną z żywopłotu, poza Harpunnikiem-Bohaterem, bo poza zasięgiem 30″ dorobił się też umiejętności pozwalającej mu strzelać bez kar za przeszkody. Cenny strzelec, więc taktycznie rozstawiony przed rozpoczęciem gry, strzelał już od samego początku. Całkiem skutecznie swoją drogą, powalając Elfiego Korsarza. Do przemoczonych brodzeniem w rzece Imperialnych sił dopadła zaś wściekła i wywijająca zatrutymi ostrzami wiedźma, całkiem solidnie atakując moje siły, jednakże pacyfikacja jej osoby udała się błyskawicznie. W tym czasie, czarodziejka raziła zaklęciami jak tylko mogła i trzeba przyznać, dorobienie się magicznego pierścienia dużo dało, dzięki czemu więcej magicznych ataków mogła w jednej turze rzucić. Udało mi się jeszcze powalić jedną harpię, bo z trzech doszarżowała jedna, pozostałym brakło nieco rozpędu, oraz kusznik przeszył bełtem Wiedźmią Bohaterkę, docierającą do drugiej z wież. Strzał był krytyczny, dlatego nieopancerzona elfka po prostu padła przebita ciężkim bełtem. Ogólnie walki szły bardzo po mojej myśli, ale niestety czas meczu skończył się, nim cokolwiek solidnego udało nam się zrobić, przez co Micz tylko odkrył znacznik ze skarbem i musieliśmy podsumować walkę. Obopólna przegrana jak już pisałem, nie była niczym przyjemnym.

Czwarta Potyczka

Ostatni pojedynek miał miejsce na bardzo pięknym stole, przeciętym rzeką po skosie i tylko z wąskim gardłem, którym należało przejść do strefy rozstawienia przeciwnika. Pojedynek przyszło mi stoczyć z Redkiem i jego Kultystami czczącymi Nurgla. Bardzo twarda banda, w większości z 4 wytrzymałości lub nawet lepiej, oraz z wielką bestią. Aż szkoda, że mojemu przeciwnikowi nie udało się domalować tych modeli do końca, bo zapowiadają się świetnie!

Przyznaję, nie spodziewałem się tak mocnych zagrywek ze strowy wyznawców pana rozkładu, bo co jak co, klątwa obcinająca cały mój ruch do połowy bazowej wartości, to potężna sprawa! Ogólnie miałem asa w rękawie w postaci Szafirowych Wrót, zaklęcia mojej czarownicy, który pozwalał przeskakiwać wprost do strefy rozstawienia moim wojakom, ale niestety warunkiem wygranej było przerzucenie calutkiej drużyny, więc nawet posiadanie tam ponad połowy moich jednostek, zupełnie nic nie dało. Gdyby nie wykonanie zadań z kart, zapewne walka skończyłaby się remisem i podwójną przegraną. Nie mniej, z Redkiem jak zawsze walka była znakomita, choć zmęczenie dawało mi o sobie znać i części zasad po prostu pozapominałem.

Podsumowanie

Pierwszy turniej z ludzką bandą poszedł mi i tak lepiej, niż w ogóle zakładałem! 11 miejsce na 22 graczy, to taka idealna połowa stawki. Kubeczek i model od Ścibora zawsze przyjemnie zasilą moją kolekcję! Wiem już mniej więcej, czego się spodziewać po tej ekipie i zapewne jeszcze nie raz zawitają na stołach, tym bardziej, że robią naprawdę miłe wrażenie wizualne, prezentując się całkiem dumnie i szykownie, w złocie, purpurze i fioletach.

Dziękuję oczywiście QCowi za organizację kolejnego, znakomitego turnieju i do zobaczenia już w marcu! 🙂

Elmin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: